poniedziałek, 21 stycznia 2013

Rozdział 2

Dzisiaj obudziłam się o 9:55. Nie chciało mi się od razu wstawać więc poleżałam jeszcze 20 minut w  łóżku, a potem poszłam do łazienki 'na poranną toaletę'. Wzięłam prysznic i umyłam włosy. Założyłam na siebie TO i wyszłam z łazienki.  Zeszłam do kuchni, by zrobić sobie śniadanie. Miałam ochotę na naleśniki z bitą śmietaną i malinową konfiturą mojej babci. Jak naleśniki były już gotowe zrobiłam sobie jeszcze moją ulubioną białą herbatę o smaku mango i cytryny, wzięłam moje śniadanie i poszłam je zjeść do jadalni. Kiedy skończyłam wróciłam do kuchni, by posprzątać po sobie. W kuchni była moja mama robiła sobie właśnie jajecznicę.
- O, dzień dobry mamuś. - powiedziałam i podeszłam do zlewu, by umyć po sobie naczynia.
- Dzień dobry córuś. - uśmiechnęła się do mnie.
- Dawno wstałaś? - zapytałam.
- Jakieś pół godziny temu. A ty od kiedy nie śpisz? - odpowiedziała na moje pytanie i spytała mnie o to samo.
- Obudziłam się za pięć dziesiąta, ale dopiero po dziesiątej poszłam wziąć prysznic, no a potem zeszłam na śniadanie. - opowiedziałam jej o moim poranku.
- A masz jakieś plany na dzisiaj, bo ja muszę dzisiaj do pracy iść i będę w domu późnym wieczorem. - poinformowała mnie mama.
- Czy oni nawet w weekendy muszą cię wykorzystywać mamo? A wracając do twojego pytania, to tak, mam kilka planów. - odparłam.
- Mayu wiesz przecież, że mam taką pracą, w której nigdy nie wiadomo kiedy będę im potrzebna. - tłumaczyła mi mama.
- Wiem, mamuś, wiem, ale czasem to jest przesada, w weekend powinno się odpoczywać, a nie pracować do późna. - odpowiedziałam.
- Takie jest życie kochanie. - podniosła się z krzesła, pocałowała mnie w czoło i wyszła z kuchni zmierzając w kierunku łazienki. Skończyłam sprzątanie i poszłam do siebie na górę. Włączyłam laptopa i 'weszłam na' twittera, by sprawdzić co nowego słychać w wielkim świecie. Poczytałam kilka tweet'ów, ale nic ciekawego nie zauważyłam. Wszyscy pisali tylko o wczorajszym koncercie 1D. Po chwili zauważyłam, że Harry i Zayn też coś napisali o wczorajszym wieczorze. Wpis Hazzy był mniej więcej takiej treści "Kochani Directioners jesteście niesamowici, uwielbiam was." Loczek dodał jeszcze jeden wpis, który brzmiał tak "A dzisiaj czeka nas niesamowity dzień z niesamowitą osobą... :D", oczywiście było pełno komentarzy kto jest tą osobą, ale Hazz nie odpowiadał na te pytania". Natomiast Zayn dodał tylko jeden tweet "Wczorajszy wieczór był cudowny, dzisiaj czeka nas wspaniały dzień z wspaniałym towarzystwem. Nie mogę się doczekać. ;**". Nie miałam pojęcia co oni mieli na myśli, zrobiło mi się przykro, bo myślałam, że zapomnieli o mnie. Mięli do mnie zadzwonić, a nie zadzwonili. Wylogowałam się z twitter'a i włączyłam sobie listę odtwarzania, na której były piosenki z płyt UAN i TMH. Zrobiłam głośniej odrobinkę muzykę i poszłam umyć zęby. Po pięciu minutach wyszłam z łazienki i poszłam do swojego, by zrobić sobie makijaż i ułożyć włosy, ponieważ były już suche. Usiadłam przy toaletce, gdy usłyszałam, że dzwoni mój telefon, podeszłam do szafki, na której leżał i odebrałam, nie sprawdzając kto dzwoni.
- Tak, słucham? - powiedziałam pytająco.
- Cześć Maya. Nadal chcesz się z nami dzisiaj spotkać? - usłyszałam znajomy mi głos.
- Zayn? Cześć, oczywiście, że chcę. Noo, chyba, że wy zmieniliście zdanie, ja to zrozumiem. - mówiłam.
- Spokojnie, nie zmieniliśmy zdania, nadal chcemy się z tobą zobaczyć. - ciągnął Malik.
- Miło mi. Gdzie się spotkamy i o której? - zapytałam.
- Myślę, że u nas byłoby najlepiej, na razie nie pokazujmy się razem w miejscach publicznych. Chyba wiesz co mam na myśli. - powiedział.
- Masz rację, po co wywoływać niepotrzebne plotki, prawda? Wiesz Zayn, ja..., ja nie wiem gdzie wy mieszkacie. - odpowiedziałam.
- Racja, przepraszam cię. Podaj mi swój adres a ja przyjadę po ciebie i pojedziemy do nas. - zaproponował chłopak.
- Dobrze, prześlę ci adres sms'em. Powiedz mi tylko na którą godzinę mam być gotowa. - kontynuowałam.
- Jest już 14:12, więc może o 16:15, byłbym u ciebie. - zaproponował.
- Okey. Pasuje mi. - odparłam.
- W takim razie do zobaczenia Maya. - odezwał się mulat.
- Do zobaczenia Zayn. - odpowiedziałam i się rozłączyłam. Od razu wysłałam mu mój adres i zaczęłam układać włosy. Postanowiłam, że zostawię je rozpuszczone i zrobię lekkie 'fale' na końcówkach. Ta czynność zajęła mi około 10-ciu minut. Następnie zrobiłam sobie makijaż taki jak zawsze, czyli trochę podkładu, pudru, róż na policzki, rzęsy pomalował tuszem i zrobiłam kreski na górnych powiekach, usta pomalowałam odrobiną mojej ulubionej pomarańczowej szminki. Gdy makijaż był również gotowy, podeszłam do garderoby, by ubrać się w coś innego. Po chwili namysłu, w końcu zdecydowałam się na TO. Przebrałam się, włożyłam wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy do torby i zeszłam do salonu. Usiadłam na kanapę i spojrzałam na zegar, który wisiał na ścianie między dwoma wielkimi oknami, wskazywał godzinę 15:45. Za pół godziny miał przyjechać Zayn, więc włączyłam sobie telewizor, akurat leciał mój ulubiony serial 'Dwóch i pół'. Tak wczułam się w oglądanie, że nie zauważyłam która jest godzina. Z 'transu' wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Szybko wyłączyłam telewizor i pobiegłam otworzyć drzwi. Był to Zayn. Przywitaliśmy się i wpuściłam go do środka. Szybko ubrałam moje botki i wyszliśmy z domu do jego samochodu. Chłopak otworzył mi drzwi, a potem je zamknął. Wsiadł do auta i ruszył. Po chwili odezwał się:
- Bardzo ładnie wyglądasz. - bosko się uśmiechnął i puścił mi oczko.
- Dziękuję ci. Ty też, jak zawsze z resztą. - uśmiechnęłam się uwodzicielsko.
- A dziękuję, znowu mnie zawstydzasz. - zarumienił się lekko, a ja tylko znowu się uśmiechnęłam i odwróciłam głowę w bok. Jechaliśmy jeszcze jakieś 10 minut rozmawiając o wczorajszym koncercie i o tym co działo się za kulisami. W końcu dojechaliśmy na miejsce, w oczy od razu rzuciła mi się wielka, piękna willa z basenem, na parkingu stały dwa piękne, sportowe samochody Harry'ego i Niall'a, teraz jeszcze dojechało auto Zayn'a. Malik pierwszy wysiadł z samochodu i szybko podszedł do drzwi od strony pasażera. Otworzył je i podał mi rękę, bym mogła wysiąść.
- Bardzo proszę pani Mayu. - uśmiechnął się do mnie.
- Ohh, dziękuję panu bardzo, ale z pana 'dżentelmen'. Jestem pod wrażeniem. - mówiłam śmiejąc się do niego.
- Taki właśnie jestem. - powiedział z powagą a ja się tylko uśmiechnęłam. W końcu doszliśmy do drzwi, chłopak je otworzył i wpuścił mnie przodem. Kiedy stanęłam w przedpokoju byłam w szoku. Dom na zewnątrz wyglądał bosko, ale w środku był jeszcze lepszy. Nie ma słów by to opisać. Malik zaprowadził mnie do salonu. Siedzieli tam wszyscy chłopcy i grali w Fifę. Wyglądało na to, że bardzo dobrze się bawili.
- Cześć chłopaki. - prawie krzyknęłam.
- Cześć Maya. - powiedzieli chórem.
- O, gracie w Fifę? - powiedziałam radośnie.
- Tak. Grałaś kiedyś w to? - zapytał mnie Liam.
- Oczywiście, że grałam, i to nie raz. W domu często gram. - mówiłam im.
- W takim razie chodź do nas. Jaką drużyną chcesz grać? - zapytał się Lou.
- Zawsze gram Manchester'em United. - odpowiedziałam.
- Naprawdę jesteś fanką MU? - zapytał podekscytowany Harry.
- Jestem ich wielką fanką od dawna. - mówiłam dalej.
- Świetnie. Jako pierwszy zagra z tobą Zayn, zobaczymy kto wygra. - mówił łobuzersko Niall.
- Okey. - uśmiechnęłam się i zajęłam miejsce obok Malika. Świetnie się bawiliśmy grając. Z Zayn'em wygrałam 7:3, a z Li 3:1. Przyszła kolej na Hazzę. Z nim też wygrałam, ale tylko 2:1. Jest naprawdę zacnym przeciwnikiem. Na sam koniec zagrałam z Loui'm. Niestety z nie udało mi się wygrać, on jest mistrzem. Wygrał ze mną aż 8:2. Porażka, ale tylko jedna, bo przecież mam cztery zwycięstwa. Jak już skończyliśmy grać chwilę sobie porozmawialiśmy, powygłupialiśmy się, aż w końcu odezwał się Horan:
- Głodny jestem już, a wy? - wypalił.
- No szczerze mówiąc ja też już zgłodniałam. -powiedziałam.
- Ja też. - podniósł do góry rękę Liam.
- W takim razie, kto idzie robić jedzenie? - rzucił pytanie Hazz.
- A może wszyscy razem coś zrobimy, co? - zaproponowałam.
- Świetny pomysł, będzie świetna zabawa. - z kanapy podniósł się Zayn.
- Chodźmy do kuchni, bierzmy się do roboty. - wstał Liam.
- Tak jest, chodźmy chłopcy. - poganiałam ich.
- Kto pierwszy w kuchni, ten dostanie dodatkową porcję lodów! - krzyknął Niall. Wszyscy zerwaliśmy się z kanapy i pobiegliśmy do kuchni.
- Hahahahahaha wygrałam! Znowu. - wytknęłam im język.
- No niee. - zasmucił się blondyn. Przydzieliliśmy sobie zadania i zaczęliśmy przyrządzać jedzenie. Wygłupialiśmy się przy tym, było naprawdę wesoło, nigdy tak się nie bawiłam, znowu czułam się jakbym była w niebie. W ogóle nie myślałam o tym, że jestem w domu mojego ulubionego zespołu, czułam się po prostu jakbyśmy znali się już wiele lat. Oni są niesamowici.
_______________________________________________________________
Jest kolejny rozdział, nie jest zbyt dobry, czuję to... ;/
Chcecie dowiedzieć się co jeszcze wydarzy się w ich domu? To komentujcie, żebym wiedziała, że mam dla kogo pisać. Myślę, że na początek trzy komentarze wystarczą, liczę na was.
Pozwolę sobie zadedykować ten rozdział mojej Meli, mimo tego, że nie jest dobry, ale wiem, że mnie wspierasz. <3 :* Dziękuję ci za to. :)
Tak jak mówiłam trzy komentarze i zabieram się za pisanie kolejnego rozdziału. :P
Pozdrawiam Milli ;*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz